Mistrz siedział pod parasolem, delektując się spokojną i odświeżającą atmosferą plaży. Tego pięknego, słonecznego popołudnia dłubał w drewnie wyrzuconym na brzeg, rzeźbiąc z niego wizerunek delfina. Mistrz uwielbiał rzeźbić i wiele radosnych godzin spędził na tworzeniu pięknych, małych kreacji. Prędzej czy później kończyło się to tym, że obdarowywał nimi któregoś z uczniów na pamiątkę jakiejś szczególnej lekcji, jakiej doświadczył.
Nie było więc zaskoczeniem, że siedząc w swoim wygodnym fotelu z koktajlem Mai Tai i małym delfinem, zobaczył Stellę, jedną ze swoich uczennic, idącą wzdłuż plaży. Szła bardzo szybko i prawie już minęła Mistrza, skinąwszy mu z daleka głową w biegu. Mistrz przerwał rzeźbienie i zawołał – Stella! Zatrzymaj się na chwilę. Chodź, usiądź tu ze mną i pogadajmy. Zaskoczona stanęła i spojrzała na Mistrza. Chwilę się wahając, nie mogła się zdecydować, co zrobić.
Mistrz zapytał – Gdzie tak pędzisz? Stella odpowiedziała – Mistrzu, nie widzisz tych chmur? Nadchodzi burza! Mistrz uznał, że burzowe chmury były odległe o jakieś trzydzieści kilometrów, więc zbytnio się nimi nie zmartwił. Wówczas Stella dodała – Oprócz tego muszę przygotować się do kolacji. Mistrz spojrzawszy na zegarek, trochę się zdziwił – Ależ Stella, jest dopiero szesnasta. Kolacja nie zacznie się wcześniej niż o 18:30. Po co się tak spieszyć?
Mistrzu – odparła kobieta, zaczynając się irytować z powodu jego pytań. – Mam wiele do zrobienia, żeby przygotować się do kolacji i nie chcę, żeby złapała mnie burza. Prawdę mówiąc, ty też powinieneś złożyć fotel i się schronić. Ta burza naprawdę może być groźna.
Mistrz uśmiechnął się i powiedział – Stella, poczekaj moment i weź głęboki oddech. Burza jest jeszcze daleko i naprawdę nie uważam, żeby wkrótce tu dotarła. Właściwie to wygląda na to, że przejdzie bokiem. No i, moja droga – dodał – słońce świeci, powietrze jest spokojne, a do kolacji masz dwie i pół godziny. Przestań, odpręż się i napij Mai Tai. Wyluzuj trochę. Kobieta wierciła się niespokojnie, a Mistrz już wiedział, że nie jest w stanie zaakceptować zaproszenia. Jej naturą było martwić się o wszystko.
Stella – powiedział – obserwując cię, zauważam pewne rzeczy. I widzę, że chociaż uczysz się i ciężko pracujesz nad całą tą duchową materią, zawsze się stresujesz, zawsze czymś się martwisz. Skąd się to bierze? Stella wciąż była zdenerwowana i najchętniej poszła by już swoją drogą, ale nie chciała być nieuprzejma wobec Mistrza. Bo widzisz, Mistrzu – odpowiedziała – zawsze jest jakiś powód, żeby się martwić. Jeśli nie będę nad czymś panowała czy też nie będę odpowiednio kierowała swoimi sprawami, wszystko może się rozlecieć. Jeśli nie wejdę do budynku, burza może mnie złapać i się rozchoruję. Jeśli nie przygotuję się do kolacji, coś może spowodować, że się spóźnię. A wtedy nie uda mi się znaleźć dobrego miejsca.
Mistrz odpowiedział – Stella, ależ ty martwisz się o wszystko! Martwisz się nawet, że możesz zachorować na raka. Stella była nieco zaskoczona, ponieważ z nikim o tym nie rozmawiała. No cóż, rak jest dziedziczny w naszej rodzinie, więc boję się, że i ja mogę zachorować.
Stella – powiedział Mistrz. – Martwisz się też o pieniądze. Teraz już naprawdę była poirytowana – Dlatego, że nigdy ich nie mam! Ciągle się zastanawiam, z czego ureguluję czynsz, skąd wezmę środki, żeby zapłacić za tę głupią szkołę, za posiłki, za wszystko. Jasne, że martwię się o pieniądze. MUSZĘ!
Mistrz kontynuował – Zawsze martwiłaś się o swoje myślenie, zawsze próbowałaś panować nad myślami. Stella odpowiedziała – Tak, oczywiście, że próbuję panować nad swoimi myślami! W przeciwnym wypadku wpuściłabym negatywne myśli, a wtedy zaczęłyby się wydarzać negatywne rzeczy. No więc tak, muszę chociaż próbować kontrolować umysł i swoje myśli.
Mistrz wziął głęboki oddech. Stella – powiedział – martwisz się tyloma sprawami, które raczej się nie wydarzą… prawdę mówiąc, one się NIE wydarzą. Myślę, że ty po prostu lubisz się martwić. To stało się twoim sposobem życia i zwyczajnie nie znasz niczego innego.
Stelli nie spodobał się ostatni komentarz. Przywykła do ludzi, którzy mówią mniej więcej tak – O, biedactwo. Miałaś takie niedobre życie, ciągle spotyka cię coś złego… a teraz Mistrz mówi, że właściwie to ona LUBI całe to zamartwianie. To przecież nie ma sensu. Zbyt wiele czasu straciła na tę śmieszną rozmowę i była gotowa odwrócić się i odejść, jednak Mistrz kontynuował – To rodzaj uzależnienia… takie martwienie się o coś, co w ogóle nie ma miejsca. To naprawdę strata czasu, a co więcej, to sprawia, że utykasz w myślach, nieustannie rozmyślając i martwiąc się o wszystko, ponieważ uważasz, że musisz. Sądzisz, że to jest sposób, w jaki zdołasz trzymać wszystko pod kontrolą.
Stella była coraz bardziej zła na Mistrza za to, co do niej mówił. Mistrz zauważył jej rosnące napięcie i powiedział – Kochana, przez cały czas tkwisz w myślach. I chociaż w szkole nieustannie mówimy o świadomości, ty siedzisz w głowie. Myśli potrafią przestraszyć i przyprawić o nerwicę, jak robią to nieraz z tobą. Zmarszczyła brwi, ale Mistrz kontynuował.
Istnieje różnica między myślami a świadomością. Myśli umieszczą cię na liniowej ścieżce i sprawią, że będziesz się o wszystko martwić. Spowodują, że będziesz się martwić o raka, o pieniądze, o to, że spóźnisz się na kolację – o wszystko – a to bardzo ogranicza twoją rzeczywistość. Tymczasem świadomość, samoświadomość, jest całkowicie odmienna. Na przykład ja się nie martwię, że może nadciągnąć burza, ponieważ jestem ŚWIADOMY SIEBIE, co jest zupełnie inne niż myśl. Bycie świadomym siebie oznacza, że nie myślę o kolejnej burzy, która może nadejść… w ogóle o tym nie myślę. Może nadejść, albo i nie. Mogę zmoknąć, ale prawdopodobnie nie zmoknę. I wcale nie dlatego, że zmuszę chmury, żeby popłynęły w inną stronę, ale dlatego, że pozostaję w samoświadomości, a nie w myślach, więc się tym nie martwię. A ty, Stella, bez przerwy myślisz. I cała energia kryjąca się za myśleniem sprawi, że złapie cię więcej burz, niż możesz sobie wyobrazić.
Teraz, wbrew swojemu zatroskaniu, Stella słuchała Mistrza, a on mówił dalej – Jestem świadomy i w tej chwili zdaję sobie sprawę, że nadchodzi burza, która może na mnie wpłynąć, albo nie. Samoświadomość pozwala nie martwić się o to, a raczej rozumieć, że zawsze jestem we właściwym miejscu, BEZ WZGLĘDU NA TO, CO SIĘ DZIEJE. I na tym, moja droga, polega różnica. Ty martwisz się, że twoje myśli sprawią, że coś się wydarzy. Ja pozostaję całkowicie świadomy, zupełnie się nie martwiąc, co mogłoby się wydarzyć. I zwykle nic się nie wydarza. Już przez sam fakt, że próbujesz kontrolować myśli, ściągasz właśnie te energie, które wywołują konflikt, napięcie i burze w twoim życiu. Ja po prostu jestem od tego daleki.
Myślisz, kochana, że moje życie jest łatwe, bo jestem Mistrzem. Myślisz, że należy przypuszczać, iż jestem święty i tak potężny, że mogę rozpędzić burzę; że pracuję nad posiadaniem dostatku i sprawiam, że w myśleniu unikam tematu raka, ale to nieprawda. Niczego takiego nie muszę robić. Nie muszę myśleć o unikaniu raka, o posiadaniu dostatku, rozpędzaniu burz czy tym podobnych rzeczach. Pozostaję w stanie samoświadomości. JESTEM TYM, KIM JESTEM. Jestem w tej chwili, w szerokiej gamie potencjałów, ale o nich nie myślę. I jakoś wszystko zdaje się działać jak trzeba.
Mistrz zamilkł na chwilę, obserwując reakcję kobiety. Widział, że jakaś jej część zaczyna rozumieć, że być może faktycznie mogłaby zwyczajnie żyć i być wolna. Po chwili wrócił do przerwanego wywodu, kontynuując – Bo widzisz Stello, w Klubie Wzniesionych Mistrzów mamy taki napis. Wisi nad drzwiami do Sali Komedii. Tak, tak, mamy Salę Komedii, ponieważ każdy Wzniesiony Mistrz wędrował kiedyś jako człowiek, przechodząc dokładnie to samo, przez co ty przechodzisz teraz i jakoś musiał się z tym uporać. Udajemy się zatem do tej Sali Komedii, żeby opowiedzieć historie o naszych nerwicach, strachach i ograniczeniach, a one są naprawdę bardzo zabawne. Tak czy inaczej – powiedział Mistrz – nad drzwiami umieszczony jest piękny szyld, który głosi po prostu – WSZYSTKO SIĘ UKŁADA.
Rozumiesz, Stello, wszystko się układa i w tym cały dowcip. Człowiek martwi się o rozmaite rzeczy, ponieważ nie jest samoświadomy, jest poza świadomością, tkwiąc w myślach. Zapomina, że wszystko i tak się układa… i to nie tylko Wzniesionym Mistrzom – wcześniej czy później układa się wszystkim, jeśli na to przyzwolą. Wiem, że człowiekowi przychodzi to trudno, bo czuje się osaczony przez tak wiele rzeczy, takie jak obawa, że może zapaść na raka albo zbankrutować. Ale jeśli jesteś świadoma siebie, jeśli jesteś świadomie obecna w TERAZ, te rzeczy prawdopodobnie się nie wydarzą.
Wszystko się układa. Prawdę mówiąc, to już się ułożyło, ponieważ czas i przestrzeń są tylko iluzją. Nie ma przeszłości ani nie ma przyszłości. Jesteś TY w Sali Komedii, w Klubie Wzniesionych Mistrzów, dowcipkująca o tym, jak to martwiłaś się rzeczami takimi jak burza, która nigdy się nie rozpętała, albo tym, że spóźnisz się na kolację i tym, że zachorujesz. Wszystko potoczyło się jak trzeba. Masz to już za sobą.
Mistrz zamilkł i odetchnął głęboko – Czy mogłabyś to sobie wziąć do serca? Czy mogłabyś zrezygnować z ciągłego martwienia? Czy mogłabyś wyjść z tego wzorca? Czy mogłabyś przestać przyciągać te energie do swojego życia? Wiem, że to bardzo śmiały krok, ale czy mogłabyś tak po prostu dać sobie przyzwolenie i przyjąć do wiadomości, że wszystko już się udało?
Stella całkiem zapominając o burzy, zastanawiała się nad pytaniem Mistrza. Naraz wzięła głęboki oddech i powiedziała – Pomyślę o tym, Mistrzu. Na pewno. Ale teraz muszę przygotować się do kolacji.
Jednak zanim pójdziesz – powiedział Mistrz – pozwól, że dam ci tę małą rzeźbę, którą przed chwilą wykonałem. Zauważ, że delfin lekko się uśmiecha… a to dlatego, że jest wolny. Delfin pływa po prostu w oceanie, nie martwiąc się, skąd nadejdzie następny posiłek, nie martwiąc się o to czy umrze, czy zabłądzi. Po prostu pływa w oceanie, bawi się z innymi delfinami i cieszy się chwilą. Stello, w jakimś momencie, ty też byłaś tym delfinem, dosłownie. Dawno temu, kiedy po raz pierwszy przyszłaś na Ziemię, byłaś delfinem, zwyczajnie ciesząc się z doświadczania życia i biologii. Daję ci teraz ten prezent w postaci małego, rzeźbionego delfina, żeby ci przypominał kim naprawdę jesteś… wolną istotą w swoim doświadczeniu.
Stella podziękowała Mistrzowi i pobiegła do ośrodka, odczuwając ulgę, że nareszcie będzie mogła przygotować się do kolacji.
* * *
Drogi przyjacielu, WSZYSTKO SIĘ UKŁADA. Po prostu wiedz o tym. Po co cały ten stres? Po co martwić się z powodu burzy, która prawdopodobnie wcale nie nadciągnie? Po co całe to zamartwianie o dostatek, które jedynie przysparza ci braku? Po co obawiać się chorób, które prawdopodobnie nigdy się nie pojawią?
Czasami ludzie stwarzają sobie dziwne doświadczenia takie jak nowotwór, ale po co? Powodem jest przekonanie, że dzięki temu nauczą się czegoś o pięknie życia. Kiedy życie jest odbierane, wówczas mogą nareszcie doświadczać jego piękna. Ale nie musicie tego robić w ten sposób. Nie musicie umieszczać w swoim życiu tych okrutnych i trudnych doświadczeń. Nie musicie mieć braku, ażeby zrozumieć obfitość. Te dni już minęły.
To naprawdę przełom, kiedy człowiek może przejść od myślącej mentalności do prostej samoświadomości. Jak to Mistrz powiedział Stelli – myślenie o wszystkim ogranicza tylko potencjały i energie. Mistrz jest świadomy siebie, a nie myślący, a to ogromna różnica.
Samoświadomość pozwala ci nie martwić się burzą. Kiedy tkwisz w myśleniu, martwisz się – Czy burza nadciągnie właśnie tutaj? Czy zatopi mój dom? Czy porazi mnie piorun? Energie są tak bardzo różne. Świadomy siebie Mistrz zauważa burzę i nadal dłubie w drewnie, rzeźbiąc małe delfiny dla uczniów.
Gdy przebywasz w stanie samoświadomości, myśli wciąż mogą być obecne, ponieważ na tym polega bycie w „i”. Ale gdy docierasz do świadomości – Jestem Tym, Kim Jestem… teraz będę się dobrze bawić – to zmienia wszelkie wzorce i dynamiki… zmienia energie, które do ciebie napływają. Będąc w stanie samoświadomości, jesteś przygotowany, żeby sprowadzić więcej energii bez obawy wypalenia ciała lub umysłu. Nie ma już potrzeby filtrowania czy ograniczania… jesteś na to gotowy, a energie dostrajają się i zmieniają, żeby to umożliwić.
Wszystko się udaje. Przychodzi bez wysiłku. Nie wymaga pracy ani myślenia. Chodzi tylko o Przyzwolenie.
Mistrz, dłubiący w drewnie gdzieś na plaży, nie martwi się burzami czy kolacjami ani nawet tym, jak wiedzie się jego szkole, bo nie ma takiej potrzeby. Po co się martwić czy stresować? Po prostu pozwól energiom napływać, w odpowiedzi na świadomość. Zamiast starać się nad wszystkim panować czy martwić, Mistrz po prostu Przyzwala. Dlatego energie dostrajają się w sposób naturalny i przybywają, żeby służyć mu odpowiednio do jego samoświadomości.
Drogi przyjacielu, pozwól, żeby energia napływała do twojego życia – łagodna, piękna energia – bez wysiłku. Ona nie ma pozytywnego czy negatywnego ładunku… jest po prostu energią, która napływa, wypełnia twoje ciało i umysł, wpływa do całego twojego życia. Niech już nic jej nie powstrzymuje, jak wszystkie lęki Stelli. Niech nie będzie oporu.. żadnych „jeśli”, „po co” czy „ale”; żadnego zastanawiania, czy na to zasługujesz. Oczywiście, że zasługujesz! Niech już nie będzie zamartwiania, że mógłbyś ją zepsuć, że komuś może ją zabierasz… energii wystarczy dla wszystkich. Po prostu weź głęboki oddech i PRZYZWÓL, kiedy do ciebie przychodzi.
Nie martw się, co zrobisz z tak wielką jej ilością. Po prostu będziesz w niej pływać, tańczyć z nią, odczuwać, doświadczać. Mistrz Przyzwala, żeby energie napływały, nie martwiąc się, co będzie dalej, ponieważ to wszystko samo działa jak trzeba. To właśnie jest wolność… tak przy okazji. Wolność polega na zezwoleniu energii, aby do ciebie przybyła i służyła ci… nie poprzez żądanie, manipulację czy siłę, ale poprzez Przyzwolenie.
Mistrz próbował pomóc Stelli w zrozumieniu, że kiedy nieustannie myślisz i martwisz się o wszystko, drastycznie ograniczasz dojście do energii, jaka jest ci dostępna. Ona jest, ale ty nie jesteś tego świadomy. Kiedy nieustannie myślisz o problemach i o tym, co będzie oraz o braku dostatku i o tym, co powinieneś robić w życiu, przestajesz być świadomy energii, które są w twoim zasięgu. To jest samoograniczanie. Jak powiedział Mistrz do Stelli – możesz to sobie odpuścić. Bądź świadomy siebie, bądź w JA ISTNIEJĘ i baw się. Wtedy zdasz sobie sprawę, ile energii masz do wykorzystania… i jak wiele ZAWSZE jej było. Ona jest twoja, bez pracy, bez wysiłku czy koncentrowania myśli albo medytowania, czy czegokolwiek w tym rodzaju. Po prostu na nią Przyzwalasz i ją otrzymujesz.
Napis nad Salą Komedii w Klubie Wzniesionych Mistrzów: WSZYSTKO SIĘ UKŁADA, noś w swojej wyobraźni. Wszystko się układa, ponieważ na to PRZYZWALASZ.
* * *
Przez jakiś czas Stella była nieźle wkurzona na Mistrza… tak wkurzona, że prawdę mówiąc, włożyła jeszcze więcej wysiłku, by martwić się bardziej, tylko po to, żeby udowodnić, że właśnie musi to robić. Powiedziała sobie, że Mistrz jest zwariowanym, starym zgredem, który nie rozumie jej problemów, i że wszystko co miał do powiedzenia to wyświechtane frazesy i komunały. Jednak po kilku tygodniach pomyślała – Jestem zmęczona uciekaniem przed burzami. Jestem zmęczona ciągłym obawianiem się kolejnej choroby czy fizycznego problemu. Jestem okropnie zmęczona nieustannym martwieniem się o wszystko. Na koniec przyznała sama przed sobą, że ugrzęzła w tej grze. To był rodzaj uzależnienia – ustawiczne zamartwianie. A jeszcze bardziej niż uzależnienie, to stanowiło wymówkę, żeby tak naprawdę nie być obecnym w życiu. Pomocne okazało się to, że każdego dnia spoglądała na małego, drewnianego delfina stojącego na nocnej szafce, który przypominał jej, żeby żyć bardziej swobodnie – że chodzi o doświadczanie, i że wszystko się udaje.
Pewnego dnia zdobyła się na odwagę – a może było to wyzbycie się pychy – żeby znowu udać się do Mistrza. Mistrzu – powiedziała – Miałeś rację. Przez całe życie byłam pochłonięta niepokojem i napięciem. Tak było nawet wtedy, kiedy przyszłam do tej szkoły, z tym, że był to tylko inny sposób koncentrowania się na stresie, ponieważ próbowałam zastosować wszystkie duchowe zasady do lęku, obaw i zamartwiania. Jednak na koniec zdałam sobie sprawę, że odcinałam tym samym dopływ energii. Po prostu nie żyłam. Mistrzu, nie dbam o to, czego będzie to wymagać, ale zamierzam się uwolnić. Prawdę mówiąc, nie mam już tak wielu problemów, a te, które mam, dotyczą innych ludzi. Jestem gotowa przekroczyć to wszystko i być projektantem energii. Jestem gotowa naprawdę żyć.
Mistrz uśmiechnął się i powiedział – Wzięcie głębokiego oddechu i bycie w stanie samoświadomości, a nie w stanie strachu, za każdym razem, kiedy twój umysł powróci do problemów i zmartwień, będzie na początku nieco dziwne. Będziesz się czuła trochę nieswojo. Potrzeba odrobinę odwagi, żeby zaufać, że wszystko się udaje. Stella odpowiedziała – To i tak brzmi lepiej, niż dotychczasowe jałowe, szare życie, jakim żyłam, pełne strachu, zmartwień, wątpliwości i niedostatku. Mistrzu, od teraz, kiedy pojawi się strach, wezmę głęboki oddech i będę pamiętać, że WSZYSTKO SIĘ UKŁADA.