Poniższy krótki dialog pochodzi z książki Jona Bernie – Niewiarygodna szczęśliwość tego co jest. Książka ta przez wiele osób nazywana jest kontynuacją kultowej i bestsellerowej książki Eckharta Tolle – Potęga teraźniejszości
PYTANIE – Mam wrażenie, że moje życie się wali. Wydaje się, że za chwilę wszystko rozpadnie się na kawałki. Odczuwam ogromny lęk. Mam trudności ze spaniem. Kończy mi się energia i nie wiem, czy dam radę.
ODPOWIEDŹ – Strach i niepokój mogą być bardzo silnymi i trudnymi do surfowania falami. To może być przytłaczające, gdy tak dużo energii przepływa przez twój system, przez fizyczne ciało. Zacznijmy więc od tego, żeby lepiej się uziemić – sprawić, żebyś stał się bardziej świadomy kinestetycznie, nie analitycznie. Myślę, że da ci to sporo wsparcia.
Dbaj również o momenty, żeby się zatrzymać. Kieruj uwagę na stopy na ziemi, nogi na krześle i oddech w brzuchu. Pozwól sobie wyjść z głowy i wejść bardziej w ciało, do serca. Dostrój się do tego, co aktualnie się dzieje, właśnie tutaj, właśnie teraz. Myślę, że zauważysz, że coś w tobie chce się poruszyć – jakieś uczucie, jakieś emocje. To jest trochę jak pąk, który pragnie się otworzyć, pragnie zakwitnąć. Jednak nie próbuj go otwierać, nie zaglądaj do niego, tylko obserwuj i poczuj fizycznie i energetycznie w swoim ciele.
Sprawdź czy pojawia się jakieś oczekiwanie. Często strach i oczekiwanie są podobnie odczuwane. Jeśli doświadczasz niepokoju o przyszłość, to może zablokować ruch w kierunku otwarcia. Ale jeśli się pojawia… to w porządku! Właśnie TO dzieje się w tej chwili. Sprowadź więc uwagę do tego momentu. Nie próbuj niczego naprawiać, ani niczego się pozbywać… zwyczajnie pozwól temu być w przestrzeni świadomości.
Wszystko, czego potrzeba, to po prostu być świadomym tego, co naprawdę dzieje się teraz, w tej chwili. Nie musisz tego oceniać, zmieniać, ani w jakikolwiek sposób ulepszać. Musisz tylko spotkać się z tą chwilą… taką jak faktycznie się manifestuje. Na początku to może być trudne, ale stopniowo odkryjesz złagodzenie swojego doświadczenia, rozluźnienie tego, co było napięte, wstrzymane i ściśnięte. Ostatecznie to, co uważałeś za nie do zniesienia, może być początkiem pięknego rozkwitu.
Więc to, co polecam, to bycie bardzo, bardzo łagodnym, bez żadnego napięcia, żeby wszystko, co pragnie się otworzyć lub przepłynąć, mogło to uczynić. W przeciwnym razie energia zostanie odbita z powrotem do poprzedniego wzorca stłumienia, co przywróci dyskomfort, który odczuwasz – lęk z powodu zbyt dużej ilości zatrzymanej energii. Badaj głęboko cichy bezruch w sobie, a myślę, że wszystko zacznie powoli płynąć i się otwierać. Być może nie będzie to jakaś wielka eksplozja czy odczuwalna zmiana, przynajmniej na początku, ale raczej stopniowe, delikatne przesunięcie. Przestrzeń i bezruch pomogą ci nie czuć się tak słabym i pełnym lęku przed tym, co zostało stłumione. Otrzymasz ogromne wsparcie, za którym tak bardzo tęskniłeś.