Podobnie jak w przypadku wszystkich duchowych wierzeń i praktyk, akt „odpuszczania” może przynieść mądrość, ale może też służyć do rozpraszania uwagi i unikania.
Kierując się intuicją i eksperymentując, musimy rozpoznawać te subtelne różnice w ogniu naszego własnego, bezpośredniego doświadczenia. Ważne, żebyśmy badali własne pobudki do angażowania się w pewne formy pracy wewnętrznej, w tym zamiar czy chęć „puszczenia” jakiegoś aspektu naszego wewnętrznego doświadczenia. Co oznaczałoby przystopować i „puścić” intensywną emocję, bolesne wspomnienie, dawną traumę czy obecny obraz samego siebie? Gdzie to wszystko by się podziało? Co byśmy zyskali? Co by je zastąpiło? Co byśmy tym osiągnęli? O czym tak naprawdę mówimy?
Żeby było jasne, nie sugeruję, żebyśmy całkowicie odrzucili koncepcję „odpuszczania”, lecz przynieśli ją do ognia naszej wnikliwości, gdzie jej subtelne cechy i esencje zostaną wyjaśnione. W mojej pracy klinicznej nieraz byłem świadkiem, jak projekt „odpuszczania” stawał się kolejnym przejawem nieświadomej autoagresji i porzucania takich części siebie, które nie były akceptowalne w naszych rodzinach lub dla naszego rozwijającego się wizerunku. W tym sensie żądanie, żebyśmy „odpuścili pewne doświadczenia” jest jedynie bolesnym odtwarzaniem sposobu, w jaki ważne dla nas postaci z przeszłości reagowały na nasz emocjonalny świat we wczesnym okresie naszej historii dorastania – Pogódź się z tym. Weź się w garść. Przestań płakać. Daliśmy ci wszystko, więc przestań być taki smutny. Nawet nie waż się na mnie złościć. Przestań zachowywać się jak dziecko. Kiedy w końcu będziesz bardziej jak [tu wstaw imię najlepszego przyjaciela]? On/a nigdy by tego nie zrobił/a. Jak mogłeś mnie znowu zawieść? Przestań być taki przerażony! Bądź wdzięczny za to, co masz i przestań narzekać! Czy cokolwiek z tego brzmi znajomo?
Oczywiście w świecie współczesnego samodoskonalenia, używa się zwykle o wiele bardziej uduchowionego języka, jednak często ukryte zalecenie jest takie samo – zapomnij o strachu, zastąp go miłością… przebacz wszystkim i pozwól, żeby zmyło to twój gniew… nie załamuj się, bo wszyscy jesteśmy przecież jednością… uwolnij się od swojego ego i dąż do wyższego ja… pozbądź się tej „niskiej wibracji” i kiepskiej trójwymiarowej orientacji – wznieś się do czwartego, piątego lub szóstego wymiaru… i tak dalej. Raz jeszcze, nie twierdzę, że u podstaw tych koncepcji nie leży prawda… jednak zapomina się tu często o tej stronie, którą skrywa cień. Musimy rozjaśnić cień i uwzględnić go w naszym studium, jeśli chcemy pełnego spektrum, realnej i w pełni ludzkiej relacji z tymi ideami i wnioskami.
Podchodząc do doświadczeń psychicznych i aspektów naszych emocjonalnych, mentalnych, fizycznych i duchowych ciał przez pryzmat „odpuszczania” możemy subtelnie i nieświadomie wzmacniać ścieżki neuronalne poprzednich empatycznych porażek i krąg wstydu, w którym kończymy, atakując naszą własną wrażliwość w sposób zadziwiająco podobny do tego jakiego zaznaliśmy, kiedy byliśmy młodsi. Nie twierdzę, że wszystkie formy i podejścia do „odpuszczania” są ukierunkowane na ten psychiczny wzorzec, ale, jak zawsze, oferuję jedynie zaproszenie do głębszego dostrzegania tych różnic. Jest to zaproszenie do wyjaśnienia naszej intencji kryjącej się za chęcią lub potrzebą, żeby „pozwolić czemuś odejść”, co by to naprawdę znaczyło w naszym doświadczeniu, i jak, naszym zdaniem, byśmy na tym skorzystali. Zanim zaangażujemy się w jakąkolwiek praktykę, łącznie z tą polegającą na „odpuszczaniu”, uczyńmy to z ugruntowanego i jasnego miejsca.
Czasami, zamiast „odpuszczać” trudne emocje, jesteśmy proszeni o ustąpienie z pola bitwy i zwrócenie się w ich stronę, ciekawi dlaczego ci goście przybyli i jakie mogą mieć wiadomości, ponieważ zaczynamy rozumieć swój wewnętrzny świat, kiedy orszak sprzymierzeńców przybywa, żeby poprowadzić nas głębiej. Tak długo, jak będziemy w subtelny sposób prowadzić wojnę z różnymi częściami i aspektami nas samych, uznając je za niewłaściwe lub działając w celu usunięcia ich z większego pola świadomości, którym jesteśmy, nigdy nie odkryjemy intymności, więzi i wolności, za którymi tęsknimy. Musimy odkryć dla siebie, czy główną przyczyną naszych cierpień i zmagań jest sama ich obecność, czy raczej ich odrzucenie.
Matt Licata – Uzdrawiająca przestrzeń