Carl Jung ukuł termin synchroniczność, żeby nawiązać do nadzwyczajnych zbiegów okoliczności, których od czasu do czasu doświadcza większość z nas. Są on niezwykłe w tym sensie, że dotyczą na ogół dwóch lub niekiedy więcej niepowiązanych wydarzeń, które łączą się ze sobą w nieprawdopodobny sposób. Wydarzenia te wydają się być czymś więcej niż tylko zbiegami okoliczności… więcej niż czystym przypadkiem. Często mogą przypominać cuda, dając nam dokładnie to, czego potrzebujemy w danej chwili, pokazując nowe możliwości lub wspierając w jakiś inny sposób.
Oto zaledwie jeden przykład – podczas długiej podróży z pewnego odosobnienia, postanowiłem zjechać z głównej drogi i zbadać kilka wiejskich uliczek, żeby znaleźć spokojne miejsce na odpoczynek. Zatrzymałem się przy pewnej bramie wjazdowej, żeby nacieszyć się widokiem, a kilka minut później przeszedł obok mnie jeden z kierowników odosobnienia, w którym właśnie brałem udział. Chciałem się z nim ponownie spotkać, ale nie miałem pojęcia, że mieszka właśnie w tej części kraju – a już w ogóle przy tej polnej drodze.
Maharishi (hinduski nauczyciel – przyp. tłum.), którego nauki miałem szczęście pobierać w Indiach, wyjaśniał to jako „wsparcie natury”. Kiedy chciał ocenić postępy w naszej praktyce, nie tyle był zainteresowany naszymi doświadczeniami w samej medytacji, na przykład czy byliśmy świadomi czystej Jaźni lub czy zasmakowaliśmy wyższych stanów świadomości. Bardziej interesowało go to, czy przeżyliśmy coś, co nazywał „większym wsparciem natury”. Miał na myśli to, czy zaobserwowaliśmy, że świat wspiera nasze potrzeby i intencje. Inaczej mówiąc, czy zauważyliśmy więcej synchroniczności w naszym życiu.
Argumentował to w następujący sposób. Znaczna część naszych myśli wywodzi się z egocentrycznych potrzeb i pragnień. Ten egocentryzm leży u podłoża większości naszych problemów – od międzynarodowych i środowiskowych po społeczne i osobiste. Wracając do chwili obecnej, przekraczamy („wychodzimy poza”) ego-umysł. Uwalniamy się od jego błędnych wartości, tym samym wspierając naturę w najbardziej fundamentalny sposób. A natura odwdzięcza się tym samym… wspierając nas!
Być może brzmi to nieco jak magiczne myślenie, ale zauważyłem, że stopień synchroniczności w moim życiu, często odzwierciedla mój stan świadomości. Kiedy regularnie wchodzę w TERAZ, życie wydaje się dobrze układać, a wiele drobnych zbiegów okoliczności prowadzi mnie dokładnie do tego, czego potrzebuję w danym momencie. To tak, jakby Wszechświat miał na względzie moje dobro i tak aranżował sytuacje, żeby wszystko spełniało się w sposoby, o których nawet bym nie pomyślał.
Co więcej, synchroniczności wydają się przytrafiać częściej, kiedy angażuję się w interakcje ze światem. Mogę siedzieć samotnie w domku w środku lasu, w zgodzie i kontakcie ze sobą, a mimo to pojawi się niewiele synchroniczności. Te najbardziej znaczące prawie zawsze wiążą się z innymi ludźmi. To tak, jak gdyby to wzajemne oddziaływanie między mną a innymi, dawało kosmicznej choreografii większe możliwości, żeby do mnie dotrzeć.
Choć nie możemy sprawić, żeby synchroniczności się przytrafiały – w ich naturze leży to, że przydarzają się „przez przypadek” – możemy jednak stymulować ich pojawianie. Możemy wspierać naturę, poświęcając czas, żeby wycofać się z naszego egotycznego myślenia i ponownie połączyć z naszą istotą. Wówczas, posiadając ugruntowanie w naszej prawdziwej naturze, możemy wyjść do innych i w pełni zaangażować się w świecie. Możemy wyjść i zagrać – zagrać w jakąkolwiek grę lub rolę, która najlepiej pasuje do naszych intencji i najlepiej służy naszemu przebudzeniu, oraz przebudzeniu innych ludzi.
A następnie cieszyć się, i być może zachwycić sposobem, w jaki natura odpowiada, wspierając nas.
Peter Russel – Jak odpuszczać