Jeśli nie należycie do małego odsetka ludzi, którzy mieli szczęście mieć bardziej świadomych rodziców, prawdopodobnie macie mniejsze lub większe kłopoty z doświadczaniem własnych emocji. Z reguły pojawiają się dwie tendencje – albo dajemy pochłonąć się emocjom, całkowicie się z nimi utożsamiając i często działając impulsywnie pod ich wpływem, albo staramy się je stłumić i od nich uciec (co jak wiadomo jest możliwe tylko do czasu) Obie te strategie pokazują, że niezbyt potrafimy radzić sobie z emocjami (patrz wyżej – brak świadomych rodziców w dzieciństwie, którzy by nas tego nauczyli)
Cóż, pozostaje opanować tę sztukę teraz i uczyć się na bieżąco. Uczyć się „doświadczania” własnych emocji. O jednym z aspektów tego doświadczania na przykładzie lęku bardzo trafnie pisze Paul David w książce „Nareszcie ŻYJĘ!” Można to oczywiście odnieść do każdej emocji…
„Zamiast uciekać i próbować pozbyć się tego, czego doświadczasz, chcę, żebyś zwrócił się ku temu, co czujesz. Choć raz uświadom sobie, że przeżywanie niepokojących emocji jest w porządku… nie należy ich tłumić ani z nimi walczyć. Pamiętaj… to naturalne w tych okolicznościach, że czujesz się tak, jak się czujesz. Nie ma żadnej rzeczy, którą możesz zrobić, żeby natychmiast poczuć się lepiej, więc ta walka z samym sobą jest zupełnie bezcelowa. Ktoś kiedyś powiedział – Musisz uczynić z lęku swojego przyjaciela, abyście OBAJ mogli żyć w pokojowej harmonii – i to jest bardzo prawdziwe.
Jednak przyzwalanie nie jest kolejną techniką mającą na celu poprawę samopoczucia. Właśnie w tym punkcie wiele osób popełnia błąd, ponieważ po usłyszeniu tej wskazówki spędza cały dzień, próbując pozwolić i stosuje to jako kolejną technikę. W pozwalaniu sobie na to, żeby czuć się tak, jak się czujesz, nie chodzi o to, żeby starać się poczuć dobrze… chodzi o to, żeby wyrazić zgodę na czucie się okropnie, jeśli to konieczne.
Przeciwieństwem pozwalania jest zmaganie, opieranie się, unikanie, analizowanie, walka i przesadne rozmyślanie – każda z tych rzeczy, utrzymuje cię w cyklu cierpienia. Jak widzisz, wszystkie powyższe praktyki pochodzą z miejsca, w którym próbujesz uciec od tego, jak obecnie się czujesz, i są powodem, dla którego nigdy nie działają. Prawdziwe pozwalanie polega na rezygnacji z wszelkich technik i prób manipulowania swoim wewnętrznym stanem. Prawdziwe poddanie temu co jest, jest bramą do wyzdrowienia, ponieważ daje umysłowi i ciału przerwę, której potrzebują, żeby się wyleczyć. Dzięki temu przestajesz odtwarzać swoje cierpienie i w końcu przerywasz cykl, co pozwala na rozpoczęcie procesu powrotu do równowagi.
Tak więc idź w kierunku swoich uczuć i nie staraj się wypierać faktu, że one istnieją. Pozwól sobie na to, jak się czujesz. Niektórzy ludzie błędnie wierzą, że jeśli to zrobią, uczucia nimi zawładną, i dlatego próbują wszystko kontrolować i trzymać w ryzach. Ale jest dokładnie na odwrót… im bardziej luzuje się ten kurczowy uścisk, tym bardziej buzujące emocje tracą na intensywności.
Kiedyś szedłem przez życie, ciągle analizując wszystko, co czuję. Ciągle się martwiłem i zastanawiałem, dlaczego jest mi gorzej, a nie lepiej. Kręciłem się w kółko, próbując znaleźć sposób na wydostanie się z wewnętrznego więzienia. Bez przerwy byłem zły i sfrustrowany z powodu tego, co czuję, zastanawiając się, kiedy to wszystko minie. Użalałem się nad sobą i niejednokrotnie płakałem do poduszki.
Czy widzisz, ile dodatkowego stresu i presji dokładałem sobie każdego dnia? Nawet zdrowy organizm z trudem by sobie z tym poradził, a co dopiero taki, który cierpiał na stany lękowe. Teraz wiem, dlaczego z biegiem lat było gorzej, a nie lepiej. Codziennie biłem się z myślami i ciałem, ciągle próbując zrobić coś z tym, co czułem. W końcu, z powodu całkowitego wyczerpania i bezskutecznych prób, poddałem się i powiedziałem – Czas przyjąć i uznać fakt, że odczuwam niepokój… nie będę już z nim walczył. Wtedy batalia o wypieranie jego obecności dobiegła końca.
Nigdy wcześniej ani przez chwilę nie uznałem tego, co czułem. Próbowałem raczej wypierać wszystko, co było zupełnie normalne w tych okolicznościach… i tylko pogarszałem sytuację, próbując od tego uciec.
Mój umysł i ciało nie mogły wyzdrowieć, dopóki nie porzuciłem tej codziennej wojny, którą ze sobą toczyłem. Dopiero wtedy stwierdzenie „nie wyzdrowiejesz, dopóki nie przestaniesz próbować wyzdrowieć”, nabrało dla mnie sensu. Kiedyś moim codziennym celem było „pozbycie się” tego, co czuję. Gdyby moje ciało mogło mówić, powiedziałoby – Paul, proszę, zejdź mi z drogi, zostaw mnie w spokoju i pozwól mi się wyleczyć… przez ciebie jest jeszcze gorzej.
Chodzi mi o to, żeby pozwolić niepokojowi być częścią twojego dnia i przestać się nim martwić lub obsesyjnie o nim myśleć. Powiedz sobie, że na razie nie ma nic złego w tym, że tak się czujesz. Nie mówię, że trzeba to lubić, po prostu naucz się z tym żyć. Należy też dać ciału i umysłowi tyle przestrzeni, ile potrzebują, żeby wrócić do równowagi. Zbyt wiele osób jest zbyt niecierpliwych i chce natychmiastowej ulgi. Wielu też błędnie wierzy, że istnieje jakiś sekret, cudowna technika lub hasło, które pomoże im natychmiast wydostać się z tego, co czują. Niestety nie ma czegoś takiego.
Przez dziesięć lat pragnąłem natychmiastowego sukcesu i nigdy go nie osiągnąłem, więc tym razem chciałem dać sobie czas na powrót do zdrowia. Bardzo wiele przeszedłem… więc wydawało się zrozumiałe, że będzie potrzeba czasu, żebym odzyskał dawną formę.
Zacząłem od tego, że dążyłem do małych postępów i to mnie zadowalało. Nigdy niczego nie wymagałem ani nie oczekiwałem, co, jak się zastanowić, bardzo mi pomogło. Pamiętaj, że twój umysł i ciało potrzebują czasu, żeby się zregenerować, a każdy dzień, w którym rezygnujesz z walki z obecnym stanem, daje psychice i fizyczności kolejny dzień na naprawę.
Pomyśl o tym w ten sposób – Gdyby walka działała, już dawno byłbyś wyleczony, więc dlaczego nie spróbować czegoś przeciwnego? Wcześniej ślepo wierzyłem, że muszę za wszelką cenę pozbyć się lęku, żeby mieć w miarę normalne życie. Prawda była taka, że mogłem prowadzić życie z lękiem… naprawdę nie ma nic złego w moich emocjach. Początkowo nie dostrzegałem, że mój niepokój był tylko niewielką częścią tego, jak się czułem. Prawdziwym problemem była walka, którą toczyłem sam ze sobą.. ten całkowity brak akceptacji mojego aktualnego stanu był prawdziwą przyczyną mojego cierpienia”
.