Fragment tekstu książki „Nigdy nie byłeś popsuty” Jeff Foster

lis 28, 2022 | Wiedza

Wszystko jest mile widziane

Czasem możesz się zastanawiać… mimo całej pracy, którą wykonywałeś nad sobą przez te wszystkie lata, tych wszystkich książek o doskonaleniu siebie, które przeczytałeś, wszystkich tych duchowych warsztatów i sesji terapeutycznych, w jakich brałeś udział… dlaczego chwila obecna wciąż wydaje się taka… niekompletna? Niedokończona? Nierozstrzygnięta?

Dlaczego, po tych wszystkich latach, twoje serce nadal czuje się kruche, rozbite i tkliwe? Dlaczego twoje myśli nie przestają gonić i kłębić się jak szalone, pomimo, że próbowałeś je uciszyć czy uspokoić za pomocą każdego rodzaju techniki pochodzącej od każdego, mającego szczere chęci, duchowego guru, terapeuty czy życiowego doradcy? Dlaczego wciąż czujesz, że jesteś daleko od miejsca, w którym miałeś nadzieję się znaleźć do tej chwili?

Czasami ten moment sprawia wrażenie takiego… niemożliwego do przyjęcia, prawda? Wydaje się tak pozbawiony bezpieczeństwa, niewygodny, niespokojny, nudny albo bolesny, że pragniemy być gdziekolwiek indziej, byle nie tu. Niekiedy akceptacja, miłość, spokój, poddanie, radość, zachwyt, wysokie wibracje, uzdrowienie i duchowe przebudzenie zdają się być szczęśliwym marzeniem… przeznaczonym dla innych ludzi.

Czasami masz wrażenie i czujesz, że w jakiś sposób musisz być chyba całkiem popsuty albo uszkodzony.

Chcę, żebyś to usłyszał i nie przestawał słyszeć tej prostej nauki, która mnie samemu uratowała życie. Wszystko jest z tobą w porządku. Jesteś dokładnie tam, gdzie powinieneś być w tym momencie, przeżywasz takie doświadczenia, które masz przeżywać, czujesz ból lub dyskomfort, lub pragnienie, lub odrętwienie, albo niekompletność, które masz odczuwać albo nie odczuwać… w tej dokładnie chwili swojego życia.

Tak naprawdę chwila, która właśnie trwa nigdy nie może pójść źle, podobnie jak pogoda nigdy nie może się nie udać. Owszem, możemy nie lubić deszczu czy mgły, ale ostatecznie musimy zaakceptować, że to się dzieje i nie jest jakimś kosmicznym błędem ani karą od jakiegoś mściwego czy sadystycznego boga. To nasz opór wobec chwili, nasze, często nieświadome, próby odepchnięcia myśli i uczuć, i pragnień, ucieczki od nich, porzucenia, a nawet zniszczenia ich w sobie są tym, co tworzy tak dużo depresji, stresu, niepokoju i lęku, a ostatecznie wyczerpania oraz duchowego i psychicznego wypalenia. Odmawianie bycia tutaj, w momencie, w którym jesteśmy, dokładnie w tym, który trwa i w którym teraz jesteśmy, osłabia nas, męczy, skazuje na bezsilność, wyczerpuje, podobnie jak przeklinanie mgły czy wrzeszczenie na spadające krople deszczu.

No dobrze, zatem w jaki sposób możemy powitać i przyjąć chwilę obecną? W jaki sposób wydarza się to poddanie „temu, co jest”? Czy jest to coś, co możemy „zrobić”, czy raczej coś, co dzieje się dzięki łasce? Czy jest możliwe powitać i przyjąć te niemile widziane lub niechciane części nas samych, nudę, dyskomfort, wewnętrzny żar i lód, i mgłę, sam w sobie brak akceptacji?

Oto czego się nauczyłem – nawet nasza depresja, lęk i wyczerpanie zawierają w sobie najwyższą inteligencję i leczącą siłę. Po prostu nie ma żadnej części nas, która jest niewłaściwa czy zła, nieludzka czy z natury niegodna lub haniebna. Nie istnieje żadna część nas, która jest „nie-duchowa” czy grzeszna, lub niewarta miłości. Twój smutek, twój strach, twoje pragnienia, wątpliwości, twoje najgłębsze uczucia samotności i rozpaczy – nawet pragnienie, żeby umrzeć, jeśli się pojawia – nie są błędami, nie są chore ani złe, ani niewłaściwe, nie są oznaką twojej porażki, ani brakiem duchowego czy psychicznego rozwoju. To są ważne części ciebie, czcigodni goście chwili obecnej, tęskniący po prostu za tym, żeby ich dotknąć  miłością, zrozumieniem i oddechem. Twoje „zranienia” nie są wynaturzeniami ani błędami w twoim systemie, ani znakami, że jesteś nie do naprawienia lub jesteś „zbyt wrażliwy” na ten świat – one są ołowiem, surowym metalem, nieprzetworzonymi aspektami twojej psychiki czekającymi na alchemiczną przemianę w złoto. Po prostu nie ma takiej części ciebie, która nie ma swojego miejsca. Nie ma takiej pogody, która jest niemile widziana na niebie twojej świadomości.

Poezja i teksty z tej książki wyłaniały się z bardzo głębokiego miejsca w moim wnętrzu na przestrzeni kilku lat. Wielu z nich nie pamiętam, żebym je pisał… pamiętam jedynie jak obserwowałem zadziwiony, gdy formowały się na kartce papieru. Są tutaj, żeby ci przypominać, że nigdy nie jesteś sam, niezależnie od tego jak ciemno wydaje się wokół, niezależnie od tego, jak bardzo czujesz się zagubiony, czy uważasz, że zboczyłeś ze swojej ścieżki. Uzdrowienie zawsze jest możliwe i żadna myśl, ani uczucie, ani pragnienie nie jest wynaturzeniem. I nawet jeśli czujesz, że nie jesteś w stanie znieść kolejnej chwili, coś większego już cię niesie, trzyma, obejmuje i wspiera. Coś ogromnego i tajemniczego daje ci życie i kibicuje, nawet gdy ty sam straciłeś osobistą wolę, żeby iść naprzód. Ten sam boski geniusz, który był przy Wielkim Wybuchu, ta sama niewysłowiona siła życia, która sprawia, że rośnie trawa, a słońce świeci i ożywia wszystkie żyjące stworzenia, to samo natchnienie, które stworzyło tę książkę, napisało te słowa i teraz je czyta, oddycha tobą, bije twoim sercem, chwila za chwilą, pompuje krew w twoim ciele, daje ci odwagę i siłę, abyś trzymał to wszystko co trzymasz, czuł tyle ile teraz czujesz, wiedział tak wiele, jak tylko to możliwe wiedzieć w miejscu, w którym jesteś.

Mówię to jako ktoś, kto poznał cierpienie, traumę, nieznośny wstyd, niepokój i lęk. Życie zmusiło mnie do udania się do traumatycznych miejsc mojego wnętrza, do spotkania się i zaopiekowania moim najgłębszym bólem i odrazą do samego siebie oraz nasycenia tego pełną miłości świadomością, do dania mojemu „wewnętrznemu dziecku” tego, o co prosiło. Uwagi. Oddechu. Mnie.

Kiedyś chciałem umrzeć, a teraz CHCĘ ŻYĆ.

Każdy z poniższych wierszy i tekstów jest medytacją, przeznaczoną do ukojenia, zachęcenia albo serdecznego sprowokowania, do zaproszenia cię do wyjścia z umysłu i wejścia z powrotem do ciała, do rozbudzenia twojej najgłębszej autentycznej prawdy, pomocy w odczuwaniu twoich najgłębszych uczuć i pomocy w dotarciu z powrotem do twojego prawdziwego domu – chwili obecnej. Daj sobie czas na przetrawienie tej poezji. Możesz w trakcie czytania odłożyć tę książkę na bok, pooddychać głęboko i zadumać się nad tym, co właśnie przeczytałeś. Jeżeli coś, co mówię denerwuje cię, wkurza, sprawia, że czujesz się naprawdę niekomfortowo, uruchamia dawny ból, lęk, smutek czy nawet nową radość lub  silne pragnienie, żeby bardziej żyć, zaufaj, że ta część ciebie po prostu chce, żebyś dziś się z nią spotkał. Zwolnij. Bądź naprawdę zaciekawiony twoim somatycznym czy emocjonalnym gościem. Zalej go świadomością. Zaproś, żeby z tobą posiedział, poszedł na spacer, żeby popłakał, popływał, żeby z tobą krzyczał, tańczył lub medytował. Jeżeli czujesz, że naprawdę jest ci trudno, borykasz się z czymś lub nie widzisz wyjścia, porozmawiaj z zaufanym przyjacielem, uzdrowicielem lub terapeutą. Albo usiądź pod niebem i połącz się z Życiem, pomów od serca z chmurami, gwiazdami, bogami, księżycem, górami, oceanami, Ziemią. Zapytaj swojego wewnętrznego dziecka czego ona lub on dziś potrzebuje. Bo ono może mieć wszystkie odpowiedzi albo przynajmniej całą odwagę, żeby je znaleźć.

Czasami musisz się jeszcze trochę bardziej rozpaść, załamać, żeby trochę bardziej się uleczyć. Uzdrowienie jest nieraz naprawdę paradoksalne, a ścieżka przebudzenia prowadzi nas na końcu jedynie z powrotem do tutaj. Przestań starać się wszystko rozpracować i poukładać… po prostu pozwól sobie być dokładnie taki jak dziś jesteś. Bez względu na to, co wydarzyło się tobie w przeszłości, bez względu na to, przez co przechodzisz obecnie w życiu, niezależnie od tego, co czeka na ciebie w przyszłości, zawsze możesz zacząć na nowo od tego miejsca, gdzie jesteś. Tutaj. Właśnie tu…

Od prostego oddechu. Od bólu albo samotności. Od rozluźnionego ciała… albo od napiętego. Od ucisku w brzuchu albo od napływu ekscytacji w klatce piersiowej. Z otwartym sercem… albo zamkniętym, od rozpaczy lub niewytłumaczalnej radości. Z zaciśniętymi szczękami, uciskiem między oczami, napięciem ramion lub pleców. Od odgłosu szczekającego psa… albo od radosnego śmiechu dziecka. Od filiżanki herbaty z bliskim przyjacielem. Od swojej odmowy lub niechęci, żeby zacząć. Od własnej odwagi albo kompletnego braku odwagi. Od każdego obrazu jaki życie właśnie ci maluje, w tym momencie, na wspaniałym płótnie twojej obecnej-w tym- momencie świadomości.

Mam nadzieję, że te wiersze i teksty sprawią ci radość… to małe pełne miłości transmisje prosto z mojego serca do twojego.

 

CZĘŚĆ 1

POLE MEDYTACJI

Oto czym naprawdę jest medytacja – dotykaniem życia tam, gdzie życie dotyka ciebie.

Kiedy medytujemy, nie próbujemy zmienić naszego doświadczenia, ani nim manipulować. Nie próbujemy osiągnąć jakiegoś wyższego lub transcendentnego stanu, obszaru poza naszym człowieczeństwem, ani stać się jakimś oświeconym guru. Nie staramy się uciszyć umysłu, unicestwić ego, uwolnić się od trudnych uczuć, ani nawet „poczuć lepiej”. Nawet nie staramy się wyluzować, uspokoić, wyciszyć, niezależnie od tego, jak dziwnie to brzmi dla umysłu zorientowanego na osiąganie celów i przyszłość.

Zacznij po prostu od obejmowania czy przyjmowania tej części siebie, która nie chce obejmować i przyjmować, być objęta czy przyjęta, ani nawet nie chce zacząć. Zawsze możesz rozpocząć od tego. Tysiące moich medytacji zaczynałem z tą częścią mnie, która nie chciała medytować. Och, ten stary dobry przyjaciel. Kocham go z całego serca.

Zatem, zacznij. Teraz. Po prostu poczuj stopy oparte o podłoże. Zauważ w nich te zagadkowo żywe odczucia, nie próbuj ich zmieniać ani rozumieć. Zauważ gdzie znajdują się w tym momencie twoje dłonie trzymające tę książkę, w jakiej są pozycji, jak są ciężkie, w jaki sposób zgięte są twoje palce, ich ciepło, witalność. Jakie to odczucie, trzymać książkę? Wyobraź sobie, że to pierwszy raz kiedy w ogóle trzymasz w dłoniach książkę. Zwróć uwagę, jak czuje się twoja twarz kiedy to czytasz. Czy jest napięta czy rozluźniona? Czy twoje czoło się marszczy? Czy masz zaciśnięte szczęki? Jaka mina maluje się na twojej twarzy, gdy czytasz te słowa? Czy na ustach gości uśmiech czy grymas? Czy jest jakieś napięcie lub skurcz w twoich ramionach? Zauważ ciężar i gęstość swojego ciała. Jak miękko zapada się w fotel czy sofę, na której siedzisz. Jakie to uczucie mieć na sobie ubranie, w którym właśnie jesteś, tam gdzie dotyka ono twoich ramion, ud, nóg… jego objętość, waga, tekstura. Jakie to uczucie być żywym, właśnie w tej chwili. Jakie to uczucie być… sobą. Wyjątkowy, niepowtarzalny ty, przeżywający doświadczenie, które właśnie przeżywasz, w tym bardzo zwyczajnym dniu twojego życia. Ten dzień nigdy wcześniej się nie wydarzył i nigdy już nie nadejdzie. Czy będziesz witał go z ciekawością? Czy pobłogosławisz go swoją uwagą i zainteresowaniem?

Nawet jeśli zauważasz poczucie zmagania, jakiejś walki w sobie, również nie ma potrzeby, żeby walczyć przeciwko walce. Zamiast tego, pobłogosław nawet tę walkę, dopuść nawet zmaganie, ponieważ to też jest życiem i zasługuje na to, żeby być tutaj, razem, w naszej medytacji.

Zamiast iść na wojnę z tą chwilą i próbować ją odepchnąć albo uczynić lepszą, bardziej komfortową, bardziej ekscytującą, bardziej duchową czy bardziej pełną, czy możesz otworzyć swoje serce i swoją świadomość i przyjąć ją taką, jaka jest, całą tę niewygodę, chaos, pogmatwanie i niezręczność… i wszystko? Prawdziwa medytacja oznacza po prostu bycie przytomnym i żywym dla tej cennej chwili. To oznacza uwagę i zainteresowanie bez konkretnego celu. To jest rodzaj medytacji jakiej nauczał Budda.

Weź pod uwagę, że jesteś dokładnie w tym miejscu, gdzie musisz być właśnie teraz. Niespokojny, przygnębiony, pusty, szczęśliwy, rozdrażniony, sfrustrowany, zagubiony, otępiały, nieobecny, zły… albo po prostu masz poczucie, że jesteś daleko od życia. Paradoksalnie, jesteś dokładnie tam, gdzie masz być, wspierany i trzymany przez nieodgadnione, pradawne i nienazwane siły nie dające się opisać słowami.

Share This