Wszystkim, którzy czują zmęczenie materiału, chęć odejścia, zaznania wiecznego odpoczynku, czy nawet pragnienie śmierci, pragnę przekazać: to naturalne, że chcesz odejść, gdy cierpisz (zwłaszcza przez dłuższy czas) i nie widzisz z tego wyjścia.
To naturalne, że PRAGNIESZ ULGI. Pragnienie ulgi również wynika z miłości do siebie. Nic cię nie opętuje, to nie demony „ciemności”. Właśnie tak przejawia się twoja miłość i niewinność. Chcesz ulgi dla tego fizycznego ciała, dla tej ludzkiej istoty, dla tego obolałego serca, dla samotnego wycieńczonego walką DZIECKA w swoim wnętrzu.
Proszę przeczytaj teraz na głos lub w myślach (albo zmodyfikuj, na swoje potrzeby) poniższy dekret:
Honoruję i uznaję głęboko swoje pragnienie doznania ulgi.
Dostrzegam w nim swoją miłość i niewinność i pozwalam, żeby mnie poprowadziło.
Błogosławię swoje pragnienie doznania ulgi.
Błogosławię teraz wszystko, co tak bardzo mi ciąży, a tym samym wpuszczam w to energię miłości Wszechświata, która w każdej chwili może przynieść mi ulgę i ukojenie, przywrócić wiarę i poprowadzić do rozwiązań, których mogłem wcześniej nie widzieć.
Zauważam swoją bezradność i bezsilność. Pozwalam sobie odnaleźć niewinność i mądrość pod wszystkimi uczuciami, które się pojawiają.
Dopuszczam możliwość, że moje zmęczenie/ bezradność / bezsilność mogą wynikać z tego, że (zbyt długo) usiłowałem zmagać się ze wszystkim SAM. Nauczyłem się tego już jako dziecko, kiedy nie mogłem liczyć na takie wsparcie dorosłych, jakiego potrzebowałem. Niektóre moje dziecięce aspekty nadal czują się koszmarnie samotne, spanikowane i przytłoczone próbami radzenia sobie z rzeczami, które wydają się je przerastać. One uwierzyły, że muszą radzić sobie ze wszystkim same, bo nic ani nikt im nie pomoże.
Dopuszczam możliwość, że każda moja cząstka może już teraz otrzymać niewyobrażalne wsparcie i miłość kochającego Wszechświata, który tylko czeka, żeby przynieść mi ulgę i poprowadzić do nowych rozwiązań.
Nic dziwnego, że czułem/czuję się taki bezsilny, bezradny, przytłoczony i wyczerpany – przecież moje cierpiące, obolałe, przestraszone, poranione ja niczego tu prawdziwie nie rozwiąże. Ono rzeczywiście jest bezradne.
Oddaję je więc teraz swojemu najzdrowszemu, najmądrzejszemu, kochającemu JA i wsparciu całej miłości Wszechświata. Nawet jeśli nie czuję żadnej miłości i żadnego wsparcia, dopuszczam istnienie takiej rzeczywistości, w której one do mnie napływają, a ja pozwalam je sobie przyjąć.
Błogosławię swoje pragnienie doznania ulgi i błogosławię to pragnienie u wszystkich ludzi, którzy w tym momencie je odczuwają, a moje błogosławieństwo jest głębokim uznaniem dla całej naszej przeszłości, zamętu, trudu i zagubienia, które mocą mojego uznania ulegają teraz przemianie, tworząc dla nas nową rzeczywistość.
Moje błogosławienie jest wyrazem miłości i dowodem na to, że miłość już zwyciężyła.
Fragment pochodzi z książki Karoliny Bochenek – Potęga wrażliwości