Nieraz w życiu znajdujemy się na rozdrożach i nie wiemy w jaką stronę skierować swoje kroki. Może to dotyczyć dosłownie wszystkiego – zdrowia, relacji, pracy, relacji ze sobą. Bardzo trudno zachować wtedy chłodną głowę i podjąć racjonalne działanie. To sprawia że nie czujemy się dobrze, a ten dyskomfort przekłada się na nasze emocje i samopoczucie. Co wtedy zrobić? Od czego zacząć? Ciekawe podejście prezentuje Karolina Bochenek w swojej książce – Potęga wrażliwości.
Kiedy nie wiesz co zrobić, przyjmij postawę ŻYCZLIWOŚCI wobec samego siebie.
Nie dokładaj bólu do bólu, który już jest.
Zminimalizuj odczuwane cierpienie lub dyskomfort i nie dorzucaj sobie dodatkowego balastu.
Już i tak wystarczająco cierpisz, żeby jeszcze smucić się swoim smutkiem, złościć na gniew czy przygnębiać przygnębieniem. Zdaj sobie sprawę z absurdalności, bezsensowności i kompletnej NIEPRAKTYCZNOŚCI wewnętrznej walki z tym, co jest.
Kiedy jest ci źle, nawet nie musisz siebie „ukochiwać” – wystarczy, że przestaniesz się ze sobą szarpać i zawrzesz ze sobą pokój.
To jest właśnie przestrzeń miłości – przestrzeń, w której cichnie szarpanina i niezgoda na siebie. Przestajesz ze sobą walczyć i możesz być dokładnie taki, jaki w danym momencie jesteś, z tym wszystkim, czego aktualnie doświadczasz (chociaż już za chwilę możesz doświadczać czegoś zupełnie innego).
W tej przestrzeni nie zaprzeczasz już niczemu w sobie.
Nie starasz się spełnić standardów bycia „dobrym”, „oświeconym”, „świadomym”, „kochającym”, „szlachetnym”, „mądrym”, „silnym”. Nie stawiasz sobie warunków ani absurdalnych oczekiwań. Pozwalasz, żeby Życie wyrażało się przez ciebie tak, jak się wyraża i cokolwiek się dzieje – nawet jeśli jest to w danym momencie przykre czy niekomfortowe – ufasz że prowadzi ku twojemu najwyższemu szczęściu i najgłębszemu spełnieniu, w obliczu których wszystkie wyobrażenia na temat tego, jaki powinieneś być i jakie ideały realizować, tracą sens i budzą jedynie śmiech.
Cokolwiek się dzieje, cokolwiek się wydarza, wytrwale rezygnuj z wyuczonej autoagresji – z atakowania samego siebie, z dokładania sobie.
Nie musisz siebie „ukochiwać” – wystarczy, że po prostu przestaniesz się katować.
Bądź dla siebie życzliwy. Cokolwiek odczuwasz. Cokolwiek się dzieje.
Rozpoznaj absurdalność samo-nienawiści czy autoagresji i… pozwól sobie rozkochać się w Istnieniu, którym jesteś. Absolutnie i bezwarunkowo…
Bo przecież już dawno zostałeś tu bezwarunkowo przyjęty przez Wszechświat. Przyjęty i objęty takim, jakim jesteś – całkowicie. Przestrzeń miłości zawsze trzymała cię w swoich ramionach i zawsze będzie cię w nich trzymać. Teraz tylko wytrwale rezygnuj z wewnętrznej walki, pielęgnuj pokój w swoim wnętrzu, nie siłując się z niczym w sobie… Wyrażaj wytrwale TAK dla całego siebie, a przestrzeń miłości stanie się twoim bezpośrednim, codziennym doświadczeniem.
Bo przecież to TY nią jesteś.
Tekst: Karolina Bochenek – Potęga wrażliwości